Słońce było już nad horyzontem gdy Aileen
wstała. Była w dobrym humorze ponieważ dziś pierwszy raz od kilku tygodni
przespała całą noc. Stojąc przed szafą i wybierając ubrania nuciła piosenkę
Kelly Clarkson "Stronger". Po namyśle zdecydowała się na dopasowane
jeansy, biały T-shirt oraz czerwoną kurtkę z podwijanymi rękawami. Wzięła
starannie poskładane ubrania i wyszła z pokoju. Skierowała się w stronę
łazienki która była obok jej sypialni. Niestety po naciśnięciu na klamkę drzwi
stawiły opór. "Brad"- pomyślała. Zastukała do drzwi z nieskrywaną
złością.
- Wyłaź stamtąd, nie mam całego dnia, spóźnię
się przez Ciebie - powiedziała dziewczyna.
Gdy nie usłyszała odpowiedzi zastukała
jeszcze raz, tym razem mocniej licząc, że to coś da.
- Brad do jasnej cholery, rusz się, siedzisz
tam nie wiadomo ile, a ja się też...- przerwała gdyż drzwi się otworzyły.
Z łazienki wyszedł Brad z wystylizowanymi
włosami i uśmiechem niczym model.
- Wyluzuj Leen bo Ci żyłka pęknie. Dobrze
wiesz, że żeby tak perfekcyjnie wyglądać trzeba czasu - powiedział i puścił
oczko
- Oho! Lepiej się schyl bo Twoje ego nie
mieści się w domu - odpowiedziała czarnowłosa i zamknęła się w łazience.
Nie usłyszała odpowiedzi brata i wcale tego
nie żałowała. Wzięła szybki prysznic, przeczesała włosy szczotką i nałożyła
makijaż. Gdy skończyła przyjrzała się sobie i stwierdziła, że nie wygląda
tragicznie. Weszła jeszcze do pokoju po torbę z książkami i stwierdziła, że ma
jeszcze czas zjeść śniadanie. Gdy zeszła do kuchni nikogo nie było już w domu.
"Jednak nie jestem głodna" - pomyślała zaglądając do lodówki. Wzięła
kluczyki do skutera z blatu stołu i ruszyła do drzwi. W szkole była jak zwykle
przed czasem. Postanowiła więc zajrzeć do biblioteki w poszukiwaniu jakiejś
dobrej książki którą mogłaby przeczytać. Szkoła wydawała się jej bardziej
opustoszała niż zazwyczaj. Większość osób korzystała z pozostałości dobrej
pogody i siedziało na boisku szkolnym gdzie też dziewczyna postanowiła się
później udać. Aileen była tak pogrążona w lekturze, że nie zwracała uwagi na
innych. Nie przejmowała się nawet włosami które rozwiewał jej wiatr. Nagle ktoś
zasłonił jej oczy i powiedział:
- Zgadnij kto to.
- Dylan- powiedziała bez zastanowienia- nie
wygłupiaj się.
- Skąd wiedziałaś?- spytała rozbawiona
dziewczyna.
- No wiesz, jesteśmy przyjaciółkami od
podstawówki- powiedziała Aileen w taki sposób jakby zdradzała przyjaciółce
największy sekret.
Dylan rzuciła torbę i usiadła koło
przyjaciółki na trawie. Jej długie rude włosy lśniły w słońcu. Aileen
zazdrościła przyjaciółce nie tylko włosów ale i niebanalnej urody dzięki czemu
Dylan nie mogła opędzić się od adoratorów, których zbywała przy byle okazji.
Nawet teraz gdy dziewczyna wystawiała twarz w stronę słońca chłonąc jego
przyjemne ciepło wielu chłopaków również przebywających na boisku nie mogło
oderwać od niej wzroku. Dziewczyna jednak nie zwracała na to uwagi.
- Jak dzisiaj spałaś? - spytała przyjaciółkę
wciąż z wystawioną twarzą w stronę słońca
Nastolatki były ze sobą tak blisko, że Aileen
nawet nie zdziwiło to pytanie. Wiadome było, że jeśli ją coś gnębi to Dylan o
tym wiedziała. Naturalnie o śnie również wiedziała. Spojrzała na przyjaciółkę z
nad książki:
- Muszę stwierdzić, że dziś wyjątkowo dobrze-
odpowiedziała zakładając kosmyk kruczoczarnych włosów za ucho i promiennie się
uśmiechając.
W innej części szkoły na ławce koło gabinetu
dyrektora siedział czarnowłosy chłopak. Lustrował każdą przechodzącą osobę bez
większego zaciekawienia i jednocześnie bawił się komórką. Z minuty na minutę stawał
się coraz bardziej nerwowy. „Uspokój się”- nakazał sobie w myślach. Policzył do
dziesięciu, gdy to nie zadziałało wciągnął powietrze przez noc i wypuścił przez
usta. Powtórzył czynność parę razy i to mu pomogło się ostatecznie uspokoić.
Przeczesał włosy dłonią po czym spojrzał w sufit. „Nie znoszę już tej budy”
pomyślał. W tym samym momencie w którym drzwi gabinetu dyrektora się otworzyły
rozbrzmiał dzwonek oznajmiający uczniom rozpoczynającą się pierwszą lekcje. Z
gabinetu wyszedł ojciec chłopaka i dyrektor szkoły. Dyrektor Robertson był
wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną w średnim wieku. Spojrzał uprzejmie na
nastolatka i wyciągnął do niego dłoń i powiedział równie uprzejmie:
- Witaj na pokładzie Scott.
Brunet uściskał dłoń dyrektora z krzywym
uśmiechem.
- Jeszcze raz dziękuje za przyjęcie Scotta i
to już po zakończeniu rekrutacji zwłaszcza, że jest końcówka września-
powiedział Jared Black z wdzięcznością w głosie.
- Proszę bardzo panie Black- powiedział do
ojca Scotta po czym zwrócił się do samego chłopaka- Mam nadzieje Scott, że
odnajdziesz się w szkole i nie będziesz sprawiał kłopotów- mówiąc to uśmiechał
się do niego porozumiewawczo.
Scott powstrzymał się od przewrócenia oczami
i tylko skinął głową. Dopiero teraz zauważył, że hol był już pusty prócz nich i
drobnej niebieskookiej szatynki o piegowatej twarzy, która stała przy swojej
szafce zawzięcie czegoś szukając. Dyrektor powiódł wzrokiem w stronę którą
patrzył Scott. Po czym klasnął głośno w dłonie.
- Znakomicie- rzekł uradowany- Proszę
wybaczyć na chwilkę- powiedział do nich po czym szybkim krokiem podszedł do
dziewczyny.
Korzystając z okazji Jared Black postanowił
upomnieć syna:
- Mam nadzieje, że chociaż tutaj się będziesz
zachowywać bo jeśli jeszcze raz się przez Ciebie i Twoje wybryki będziemy się
musieli wyprowadzać to nie będzie miło – syknął do syna zirytowany.
Nim Scott zdążył odpowiedzieć wrócił dyrektor
i prowadził ze sobą ową dziewczynę.
- To jest Katherine i zaprowadzi Cie na Twoje
lekcje- powiedział dyrektor z uśmiechem.
Dziewczyna była o głowę niższa od niego.
Patrząc się na niego z pod trzepoczących rzęs wyciągnęła do niego rękę i
słodkich głosem powiedziała:
- Miło mi Cie poznać jestem Katherine ale mów mi Kath.
- Miło mi Cie poznać jestem Katherine ale mów mi Kath.
Widocznie z nim flirtowała ale Scott nie
zwracał na to uwagi.
- Scott- powiedział tylko nie zwracają uwagi
na jej wyciągniętą rękę.